Co to znaczy „polski wzór”?

Kiedy myślę o polskich wzorach – dziewiarskich i hafciarskich – zawsze wracam pamięcią do mojej poznańskiej Babci, Maryli Wachowiak (1912–2000). To ona, gdy byłam małą dziewczynką, stała się moją nauczycielką szydełkowania i dziania na drutach, haftowania i szycia. Maryla z zawodu była urzędniczką, a prywatnie niezwykle utalentowaną i zaangażowaną pasjonatką rękodzieła. Szydełkowała, robiła na drutach, haftowała, wyrabiała koronki i serwetki, szyła, malowała, a także suszyła kwiaty. Kiedy przeszła na emeryturę, dorabiała do niej, tworząc słynne moherowe berety dla zaprzyjaźnionych sklepików galanteryjnych.

W salonowym kredensie Babci znajdowała się tajemnicza szuflada pełna wzorów haftów — skrzętnie odrysowanych na kalce technicznej albo wielokrotnie „przebijanych” na papierze śniadaniowym — oraz żakardów rysowanych na papierze kancelaryjnym. Były wśród nich niezliczone drzewka, kwiaty i kwiatynki, wianki i bukiety, liście, listki i listeczki, słoneczka i gwiazdki, wymyślne esy-floresy i niezwykłe ornamenty, które silnie pobudzały wyobraźnię dziecka.



Kiedy odwiedzała ją jej siostra, Celina Szymańska (1911–2015) – mistrzyni haftu i szydełka – wszystkie wzory wędrowały na środek stołu, a cała reszta życia przestawała mieć dla obu pań jakiekolwiek znaczenie. Wnuki otrzymywały jakieś absorbujące zajęcie i komendę: „siedzieć cicho, nie przeszkadzać!”, a ich opiekunki zmieniały się na godzinę w surowych generałów, całkowicie pochłoniętych światem wzorów, motywów, pomysłów i projektów. Z niemal wojskową powagą przeglądały swoje kalki i kaleczki, skrawki papieru oraz małe i wielkie arkusze. Dyskutowały, spierały się, planowały nowe rękodzielnicze strategie i wymieniały się tajemną wiedzą techniczną – zupełnie tak, jakby przygotowywały skomplikowaną akcję na miarę operacji „Pustynna Burza”. Wyglądały dokładnie jak wojskowi przywódcy pochyleni nad tajnymi wojskowymi mapami, a ich skupienie i powaga sugerowały nam – dzieciom – że rękodzieło to zajęcie dla dorosłych i rzecz niezwykle poważna.

„Tu damy to, tu tamto, a to tutaj nie pasuje!” – rozbrzmiewało od czasu do czasu znad generalskiego stołu.

Obie panie miały razem szóstkę wnuków, w tym aż pięć dziewczynek. Wszystkie łapałyśmy bakcyla robótek od najmłodszych lat, było to dla nas równie naturalne jak oddychanie. Wszelkie resztki włóczek, kawałki tkanin, stawały się dla nas materiałem do tworzenia ubiorów, kocyków i kołderek dla naszych lalek, dla których w tamtych czasach nie dało się kupić żadnych sklepowych gotowców. Jeśli chciało się mieć fajnie ubraną lalkę trzeba było się podstarać.


Moja Prababcia – Helena Rybarczyk (1893-1979) z córeczkami – Celiną i Marylą, ok. 1920 r.

Trzy milośniczki dziewiarstwa, hafciarstwa i wszelkich robót ręcznych.


Były to lata 70. XX wieku — czasy, gdy w Polsce trudno było kupić dobrej jakości tkaniny użytkowe. A jednak szanujące się panie domu miały skądś przepięknie haftowane serwety i obrusy, wspaniale zdobione koronkowymi wstawkami zestawy pościeli oraz szafy pełne eleganckich, szytych ubrań i dzianych sweterków. Ich wykonanie i utrzymanie w nienagannym stanie było ważnym elementem prowadzenia domu. Warto też wspomnieć o instytucji tzw. magla, do którego zanosiło się świeżo wypraną pościel i obrusy. Następnego dnia wracały do domu pachnące, starannie wykrochmalone i ułożone w wysoki stos. Noszenie takich wymaglowanych stosów było kiedyś częstym widokiem na polskich ulicach, dziś już niemal zapomnianym.

W szafach przeznaczonych na tzw. bieliznę pościelową dominowały niegdyś biele, subtelne hafty, koronki i falbany. Kolorowe komplety drukowanej pościeli, bez wstawek i falbanek, niewymagające prasowania i maglowania, to rozwiązanie stosunkowo współczesne — wygodne, lecz pozbawione dawnej elegancji i nieco bezosobowe.

Pięknym starym zwyczajem było także tzw. wiano — zbiór przedmiotów użytkowych, głównie tekstylnych (choć nie wyłącznie), przygotowywanych własnoręcznie przez młode dziewczęta z myślą o przyszłym pożyciu małżeńskim. Zapełniały swoje malowane skrzynie haftowanymi kompletami pościeli, obrusami, serwetami oraz odświętnymi strojami.


Skrzynia wianna, pocz. XX w., Kujawy – eksponat Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej LINK


Bardzo żałuję, że nie ocaliłam choćby najmniejszego skrawka z babcinych skarbów, kiedy jeszcze było to możliwe. Być może właśnie to wspomnienie sprawiło, że dziś z przyjemnością — i z nadzieją, że komuś się to przyda — tworzę Kolekcję Polskich Wzorów, odnajdywanych w dawnych archiwach.

To chyba współczesna forma mojego osobistego spotkania z innymi pasjonatami rękodzieła — okazja do dzielenia się inspiracjami, tak jak czyniły to poprzednie pokolenia. Kupiłam stos doskonałej jakości, precyzyjnie wyciętych kalek technicznych, o jakich nasze babcie nie mogły nawet marzyć. Siedzę nad nimi i zastanawiam się, jak wypełnić tę pustkę.

Mamy dziś świetne umiejętności i ogromne możliwości, ale brakuje nam tamtych dawnych wzorów z babcinych szuflad. Nie ma już od kogo ich „przebijać” ani „przekalkowywać” — i właściwie nikt tego nie oczekuje, bo współczesny wzór istnieje w formacie JPG czy PDF, na ekranie laptopa lub smartfona. A starych, oryginalnych wzorów jest coraz mniej i jeśli gdzieś jeszcze są ukryte – to są prawdziwym skarbem!


Pytel – wzornik haftu krzyżykowego, Muzeum Śląska Cieszyńskiego, MC/E/00332


Mam nadzieję, że Kolekcja stanie się dla Was inspiracją do tworzenia nowych dzianin żakardowych, haftów czy innych form rękodzieła. Nazywam ją „naszą”, bo w większości nie są to wzory stworzone przeze mnie, lecz odnalezione w polskich archiwach – stanowią więc nasze wspólne dziedzictwo. Moje autorskie wzory znajdują się w zakładce „Geometria Tatrzańska”.

Celem tego projektu jest systematyczne opracowanie i udokumentowanie tekstylnych motywów dekoracyjnych pochodzących z terenów Polski, kiedykolwiek opublikowanych w krajowych źródłach lub znajdujących się na eksponatach tekstylnych w kolekcjach polskich muzeów. Staram się je opracować i zaadaptować tak, aby ułatwić ich zastosowanie w dziewiarstwie. Dbam również – o ile jest to znane – o zachowanie informacji skąd i z jakiego okresu dany wzór pochodzi. Nie odwołuję się do wzorów zapożyczonych z tradycji innych narodów, choć jestem świadoma istnienia pewnych uniwersalnych elementów ornamentyki, które występują w tekstyliach ludowych różnych krajów Europy. Mam także na uwadze wielokulturowy charakter polskiego dziedzictwa.

W związku z prowadzonymi przez mnie badaniami nad polskim wzornictwem tekstylnym, trzeba podkreślić, iż nie pochodzą one z zasobów zagranicznych muzeów, ani z komercyjnych źródeł oferujących współczesne wzory inspirowane tradycją innych krajów. Moje działania koncentrują się na dokumentowaniu motywów obecnych w polskich zbiorach muzealnych oraz publikacjach krajowych.



W przypadku motywu ośmioramiennej gwiazdy, można dostrzec jego wizualne podobieństwo do norweskiego wzoru Selburose, rozpowszechnianego przez norweskich dziewiarzy od połowy XIX w. Motyw ten ma jednak wschodnie pochodzenie — jego korzenie sięgają starożytnych cywilizacji Mezopotamii i Sumeru, a współcześnie funkcjonuje także m.in. jako symbol narodowy Łotwy. W polskiej tradycji był szeroko rozpowszechniony, szczególnie na wschodnich terenach Rzeczypospolitej, gdzie pojawiał się bardzo często w formie haftu na ręcznikach rytualnych.

Z uwagi na brak jednoznacznych źródeł określających autorstwo i daty powstania poszczególnych motywów, uznaje się je za element wspólnego dziedzictwa kulturowego regionu Morza Bałtyckiego. Przez stulecia kraje tego obszaru pozostawały w ścisłych kontaktach handlowych i kulturowych, co sprzyjało przenikaniu się tradycji artystycznych i ornamentalnych. W związku z tym, w wielu przypadkach niemożliwe jest jednoznaczne przypisanie konkretnego wzoru do jednej tradycji narodowej.

Podobne podejście reprezentują norwescy badacze historii dziewiarstwa, którzy – nie roszcząc sobie wyłącznych praw do autorstwa wzorów – koncentrują się na ich trwałym osadzeniu w krajowym dziedzictwie kulturowym.

Mam nadzieję, iż nasze działania przyczynią się do ugruntowania pozycji polskiego dziewiarstwa jako istotnego elementu niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Liczymy na to, że w przyszłości – podobnie jak w przypadku polskich haftów czy tkanych rękawic furmańskich – zostanie ono oficjalnie wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

Anna Bednarz, koordynator projektu
muzeumdziewiarstwa@gmail.com


Dodaj komentarz